Ks. Kan. Tomasz Cymerman - celebrans

Chór Politechniki Warszawskiej

Ks. Kan. dr Daniel Kwiatkowski - kaznodzieja

Podwyższenie Krzyża Pańskiego

Podwyższenie Krzyża Pańskiego

14 września

Zakroczym 2006

 

Drodzy Bracia i Siostry!

W codziennym życiu towarzyszy nam wiele symboli i znaków, do których istnienia się przyzwyczailiśmy. Stały się one dla nas tak naturalne i zwyczajne, że przestajemy zwracać na nie uwagę i przestajemy dostrzegać ich znaczenie. Takim znakiem jest krzyż. Widzimy go na ścianach naszych mieszkań, w szkołach, w szpitalach, na szczycie Giewontu w Tatrach, w Sejmie. Wieszamy krzyż wszędzie tam, gdzie żyjemy i pracujemy. Czy jednak ten symbol chrześcijańskiej wiary staje się dla nas przedmiotem refleksji? Czy zastanawiamy się nad tym, jakie niesie w sobie przesłanie? Krzyż staje się dla nas tematem do dyskusji jedynie w sytuacjach nadzwyczajnych.

Pamiętamy niedawne czasy, kiedy to toczyła się zażarta dyskusja na temat tego, czy krzyż może być obecny w miejscach publicznych. Przeciwnicy obecności krzyża podkreślali zasadę tolerancji wobec wierzących inaczej i niewierzących. Niektórzy niestety z zasady tolerancji uczynili wtedy oręż do walki ze wszystkim, co jawnie katolickie i chrześcijańskie. Zasada rzekomej tolerancji stała się w praktyce pretekstem do wysiłków na rzecz eliminowania oznak chrześcijaństwa z życia publicznego. Na szczęście fałszywi prorocy tolerancji nie osiągnęli swego celu, pamiętajmy jednak, że nie złożyli broni i dlatego jeszcze wielokrotnie spotkamy się z próbami zamachu na krzyż i na wszystko to, co reprezentuje.

Jeżeli słyszymy o sprzeciwach wobec obecności symboli religijnych czy też wartości chrześcijańskich w życiu publicznym, to zazwyczaj dzieje się to właśnie pod szyldem obrony wolności, tolerancji, czy nowoczesnego spojrzenia na świat. Są to jednak głosy fałszywych proroków wolności. Nie zbuduje się bowiem prawdziwej wolności, wyrzucając krzyż Chrystusa na śmietnik albo umieszczając go tylko w muzeum.

Warto więc poświęcić kilka chwil na zastanowienie się nad treściami kryjącymi się w znaku krzyża. Wbrew pozorom nie jest on wynalazkiem chrześcijaństwa. Jest to raczej ważny symbol obecny w wielu religiach. W starożytnym Egipcie krzyż był znakiem życia. Krzyż wpisany w koło uchodzi za symbol słońca. Nawet okryta złą sławą swastyka jest indyjskim symbolem szczęścia. Również w tradycji żydowskiej zbliżony do krzyża znak TAW oznacza zbawienie i opiekę Bożą.

Krzyż nabrał jednak szczególnego znaczenia wraz z męką i śmiercią Jezusa Chrystusa. W Cesarstwie Rzymskim krzyż był znakiem hańby i zgorszenia. Kara śmierci na krzyżu była przeznaczona jedynie dla niewolników i rebeliantów. Chrystus umarł więc jak pogardzany przez wszystkich buntownik. W ten sposób spełniły się jednak proroctwa Starego Testamentu i zrealizował się Boży plan zbawienia.

Znak krzyża nabrał więc nowej treści. Chrześcijanie zaczęli w nim upatrywać przede wszystkim znaku zbawienia. Dla niektórych teologów starochrześcijańskich krzyż jest znakiem, który łączy. Jest symbolem jedności przeciwieństw. Przypomina człowieka, który jest pełen sprzeczności, ale jednoczy ducha i ciało. Pionowa belka krzyża, która tkwi w ziemi i wyrasta ku niebu, symbolizuje człowieka rozdartego między niebem a ziemią, między wartościami duchowymi a materialnymi. Belka poprzeczna wskazuje na przeciwieństwa miłości i nienawiści, samotności i potrzeby wspólnoty. Uczy człowieka solidarności z ludźmi. Krótko mówiąc, krzyż łączy człowieka z Bogiem i ludzi między sobą. Nie miałby jednak tej mocy, gdyby nie umarł na nim Chrystus. To On jest sensem krzyża. Hańbiący krzyż wymyślony przez ludzką nienawiść, Chrystus przemienił w znak miłości.

Obchodzimy dziś Uroczystość Podwyższenia Krzyża Świętego. Została ona ustanowiona na pamiątkę odnalezienia drzewa Krzyża, na którym umarł Chrystus, przez cesarzową Helenę i wznie­sienia w Jerozolimie na Golgocie bazyliki w 335 roku, ale dzisiaj nadajemy tej uroczystości szersze znaczenie. Nie koncentrujemy się tylko na znaczeniu świętych relikwii, ale staramy się zrozumieć, czym jest krzyż dla nas?

Św. Paweł w liście do Galatów napisał: Co do mnie, nie daj Boże, bym się miał chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa, dzięki któremu świat stał się ukrzyżowany dla mnie, a ja dla świata. (Ga 6:14). W stwierdzeniu tym wyraził on swoją najgłębszą wiarę w to, że krzyż Zbawiciela jest narzędziem zbawienia wszystkich ludzi i powodem chluby dla wierzących w Chrystusa. Od początku chrześcijaństwa był on dla wierzących symbolem zwycięstwa dobra nad złem, był znakiem chluby i pomostem wiodącym do zbawienia.

Św. Andrzej z Krety napisał, że „Gdyby nie było krzyża, Życie [czyli Chrystus] nie zostałoby przybite gwoździami do drzewa. Gdyby nie było przybite gwoździami, z boku nie wypłynęłaby krew i woda dla oczyszczenia świata, [...] nie otrzymalibyśmy wolności, [...] raj nie zostałby otwarty. Jeśliby nie było krzyża, śmierć nie byłaby zwyciężona, piekło nie zostałoby pozbawione swej mocy.

Wielką zaiste i cenną rzeczą jest krzyż" (Oratio 10 in Exaltatione sanctae crucis).

A jakie jest miejsce krzyża w moim życiu? Odpowiedź zapewne nie jest prosta. Krzyż Chrystusa bowiem to nie tylko symbol wiszący na ścianie mojego domu lub na mojej szyi. Mianem krzyża nazywamy często cierpienie w imię wiary, w imię wartości. Krzyżem nazywamy podejmowanie codziennych trudów związanych z naszą pracą, życiem w rodzinie, czy też wynikających z choroby.

Gdy jednak rozejrzymy się wokół, to stwierdzimy, że dzisiejszy świat nie tęskni za krzyżem. Dzisiejszy świat niechętnie mówi o wyrzeczeniach, o cierpieniach znoszonych w imię Chrystusa, w ogóle niechętnie mówi się o tym, że trud i cierpienie też mogą owocować dobrem. Zrobiliśmy się wygodni. Jeżeli mówimy o istniejących w naszym życiu trudnościach, to zazwyczaj po to, aby kogoś obwiniać o ten stan rzeczy. Sama krzyżowa ofiara Chrystusa staje się coraz mniej zrozumiała.

Współcześni Europejczycy, w tym także wielu Polaków, po omacku dzisiaj poszukują przewodników życiowych, których często nazywa się „guru". Od takich przewodników oczekuje się, że wskażą drogę do zadowolenia, pokażą, jak osiągnąć szczęście, komfort duchowy i radość życia. Niestety, przeważnie są to osiągnięcia iluzoryczne, które nie pokazują prawdziwej drogi, nie prowadzą do prawdziwego życia, bo nie opierają się na prawdzie. Skutki wspomnianych poszukiwań bywają opłakane i niekiedy kończą się tragicznie. Dlaczego współczesny człowiek tak uporczywie szuka czegoś nowego? Bo zapomniał, co posiada. Bo zapomniał, że jest jedna prawdziwa i bezpieczna droga, że jest jedna prawda i że jest jedno prawdziwe, niekończące się życie - Jezus Chrystus. Do czego prowadzi ten religijny zanik pamięci? Do chaosu wartości.

Coraz trudniej wypromować w naszej Ojczyźnie prawdziwe wartości kulturalne, narodowe, religijne i obywatelskie, składające się na wspólnotową tożsamość Polaków. Czy na siłę trzeba zastępować wypróbowane, odwieczne wartości innymi, tylko dlatego, że tego chcą antychrześcijańskie, bezideowe, lewackie środowiska zachodnie i zawłaszczone przez nie, z nazwy tylko polskie, media?

Szczycimy się przynależnością do europejskiej wspólnoty narodów, ale jaka Europa jest naszym domem? Według ojców założycieli Unia Europejska miała się kierować zasadami chrześcijańskimi i miała być na nich zbudowana. Co zostało z tych planów? Dzisiaj Europa wstydzi się przyznać do swych chrześcijańskich korzeni. Przykładem tego jest chociażby projekt konstytucji europejskiej. W jej preambule mówi się o dziedzictwie antyku i humanizmu a pomija się milczeniem 15 wieków chrześcijaństwa. George Weigel w książce pt. „Katedra i sześcian" stwierdza, że Europa cierpi na „chrystofobię" - lęk przed Chrystusem. Ta choroba jest bardzo zaraźliwa i szybko się rozprzestrzenia. Strzeżmy się jej.

Nie na próżno Jan Paweł II napominał nas i całą Europę, abyśmy byli wierni Chrystusowi i wierze chrześcijańskiej. Trzeba, abyśmy stali się światłem dla tych, którzy o Bogu zapomnieli, którzy się wstydzą wiary w Niego, którzy Go nie chcą. Abyśmy jednak mogli być światłem, musimy z siebie samych wyrzucić ciemność. Co to znaczy? Mamy się stawać świadkami Chrystusa.

Stajemy się nimi wtedy, gdy opowiadamy się za obecnością chrześcijańskich wartości w życiu publicznym;

gdy uczymy dzieci pacierza;

gdy nie pozostajemy obojętni na słowa krytyki i kpiny wobec prawd naszej wiary i moralności;

gdy przestrzegamy przykazań;

gdy nie tolerujemy zła, chociażby inni machali na nie ręką;

gdy gromadzimy się na niedzielnej mszy św.;

gdy nie wstydzimy się Krzyża.

 

Drodzy Bracia i Siostry! Czy byśmy chcieli, czy też nie, nie zdołamy ominąć Krzyża Chrystusowego. Jeżeli go przyjmiemy, będzie dla nas skarbem, jeżeli nie przyjmiemy, będzie ciężarem nie do zniesienia. Trafnie jego rolę w życiu człowieka określiła poetka Renata Strug, gdy napisała:

Znakiem Bożej Miłości na życia rozstajach

Krzyż - jak wielki pytajnik - w serca nam zagląda;

w Nim grzechy nasze, bóle idziemy ukoić,

z Niego wiarę czerpiemy i siłę, i mądrość.

  Jako wierny towarzysz naszych dni i nocy,

od początku do końca - zawsze razem z nami,

pełen miłości przy nas wciąż wytrwale kroczy,

z Nim żyjemy, z Nim w sercu cicho zasypiamy.

Nie bójmy się krzyża Chrystusowego. Niech on będzie dla nas znakiem i bramą tego, co najcenniejsze - wiecznego zbawienia.

Amen.

 

 

Powrót