Strona główna  Kościół  Parafia  Aktualności  Galeria  Linki 

Varia czyli rozmaitości

Żywot ucznia poćciwego

 

 

A iż rozne są czasy w roku, też są i rozne przypadki i w szkolnictwie, i w każdej sprawie ucznia poćciwego, gdyż rok jest na troje rozdzielon. Naprzód więc semestr jest pierwszy, potem zaś drugi, a na końcu wakacje - zmora ucznia pilnego. A we dwóch semestrach rozkoszą prawdziwą jest, gdy pedagog kartkówek zrobi ze trzy na lekcji, gdyż wtedy piąteczek może uczeń poćciwy nabrać, a i szósteczka się może zdarzyć. Azali to wielka przyjemność średnią o parę setnych sobie podwyższyć!

A gdy przypadnie klasóweczkę dużą pisać - tam same specyjały - zadania jak najtrudniejsze. Czasem zadanek parę testowych się zdarzy, a tam ułameczki smakowite, a te pierwiastki, a te zadania z fizyki. Jednak największą przyjemność uczeń poćciwy ma, gdy z nauki języka naszego polskiego lub historii kraju naszego wypracowanie pisać będzie trzeba, gdyż wtedy uczeń pilny rozpisać może swą wiedzę na kilku kartkach A4 formatu. A pedagog zadowolony, iż uczniów tyle nauczył! Spojrzał na ławkę ostatnią i... o zgrozo pacan tam siedzi, o Chrobrym nic nie wie, ołówek gryzie w zębach. Wtedy podchodzi profesor zgorszony, jedyneczkę dużą, a czerwoną na kartce mu wstawia, za ucho łapie i do dyrektora prowadza. Uczeń leniwy, co do nauki brać się nie chce, zostać po lekcjach będzie musiał i lekcje dodatkowe odbierać. A każdy z uczniów pilnych mu zazdrości, bo wiedzy więcej nabrać może. Bo co tam Gothic II czy Splinter Cell nad wiedzy rozkosz! A tamten osieł beczy i kwiczy, że pograć w piłkę i na komputerze nie zdąży.

A uczniowie poćciwi pod nieobecność pedagoga klasóweczkę napisali, temu gdy wrócił, mina się poprawiła, gdyż z przyjemnością piąteczki i szósteczki stawiał.

I tak mijają dwa semestry, rokiem szkolnym zwane, na rozkoszach życia ucznia poćciwego. Lecz gdy przyjdzie kres szkolnego roku, przyjemności się kończą i z początku uczeń nie wie co robić. Na szczęście profesura, wiedząc o tych ucznia troskach, liczne prace wakacyjne zadaje.

Więc uczeń, pisemne wszystkie odrobiwszy prace, w kajak siada i za materiałem do pracy z biologii się rozgląda.

I takie są oto rozkosze życia ucznia poćciwego, takie sposoby wypełniania sobie czasu bez szkoly zajęciami mądrymi.

Takiż Uczeń

 



Powrót do góry strony


Wieczorne rozważanie proboszcza wiejskiego:
    Droga sercom tutejszych ludzi nazwa "Ruże" skąd się wywodzi ?

   Gdy popatrzymy na stare pieczęcie i stare dokumenty naszej Parafii, trudno nie zuważyć, że przeważa w nich pisownia przez "ó" ( bywa inaczej - może skutkiem błędu). Przywiązanie, atoli do błędów ( nie tylko ortograficznych), w latach powojennych okazało się niezwykle trwałe, tak, że we wspomnianych czasach, krótkie były u nas powroty do normalności ( i dotyczyły prawie wyłącznie ortografii ). Szczęśliwie, właśnie ortografia nas interesuje.
   Słyszałem nie raz, jak miejscowi poloniści dyskutowali, wysilali się, by znaleźć racjonalne wyjaśnienie dla owego, nieszczęsnego "u". Ktoś z nich wyczytał, że "NAZWA" pochodzi od rużanecznika ( azalia ) , nie zaś od róży (rosa) i to załatwiałoby sprawę... Nie do końca niestety, otóż, "rużanecznik", tak naprawdę jest " różanecznikiem " i nie występuje dziko w Polsce ( bywa uprawiany w szklarniach ).
   Różanecznika więc nie widziano nigdy w tych stronach. Widziano natomiast nad rzeką "RUZIEC" (!) rosnące, rozmaite rózgi... ( od nich to zapewne, rzeka wzięła swoją, poprawną niegdyś nazwę ).    Powstaje pytanie... Czy nazwa "Ruże" jest niepoprawna, czy może nie potrafimy odnaleźć jej archaicznej etymologii?...
   Kilka lat temu, gdy obejmowałem parfię w Rużu, zastanawiałem się nad tą budzącą zdumienie nazwą. Nie będę taił, że wypytywałem wielu ludzi o "Ruże". Widziałem wtedy wiele okrągłych ze zdziwienia oczu, widziałem poruszające się w górę i w dół ramiona. Nie zrażałem się, pytałem, pytałem... Wreszcie bliska mi osoba opowiedziała mi następującą bajkę (zasadniczo w bajki już nie wierzę), ale..., sami posłuchajcie.
   Dawno, dawno temu, biskup przeniósł na daleką prowincję pewnego sarmackiego księdza, za to, że ten z ambony, rugał wiernych płocczan nieprzystojnymi słowy. Wyrzucał im skłonność do pijatyk, nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu, nieposzanowanie "czasów zakazanych", prywatę rajców miejskich, awanse do żon i mężów cudzych i tym podobne ( dziś u niektórych za cnotę uchodzące ) występki. Gdy więc skargi na owego kapłana mnożyły się bez końca, udręczony nimi Pasterz przeniósł go ( jak już wspomniałem ) na daleką prowincję. Kiedy, po dwóch latach kontrolował jego poczynania, wysłany z Płocka kanonik, stwierdził, że kapłan ów niepoprawnny, "...jak rugał, dalej ruże, a jeszcze, zda się, że więcej".
    Jestże w tej bajce ziarno prawdy? Nie wiem... Jednak jest bajka powyższa, istotnym przyczynkiem, dla rozwoju polskiej myśli onomastycznej, co stanowi o jej niepodważalnej wartości...

   Rużę !!!!!! ...




Powrót do góry strony