
Rozdzierajcie serca wasze...
Rozpoczynamy kolejny
w naszym życiu Wielki Post. Bóg daje każdemu z nas kolejną szansę, byśmy dokonali w naszym życiu istotnych przewartościowań, które mają nas uczynić ludźmi bardziej Bożymi, a przez to bardziej ludzkimi. Te przewartościowania mają w języku wiary sobie właściwą nazwę, wskazującą z jednej strony na trud pracy nad sobą , z drugiej ukazującą cel tego wysiłku. Metanoja czyli nawrócenie, bo o taką rzeczywistość tu chodzi, to wysiłek zmierzający do wypracowania w sobie nowego spojrzenia na Boga, na samego siebie i na bliźniego, w którym mam dostrzec oblicze samego Chrystusa.W istocie rzeczy w Wielkim Poście idzie o to, abyśmy przyjrzeli się sobie i odpowiedzieli sobie na kilka fundamentalnych pytań :
*Skąd się wziąłem ? (chodzi o rozpoznanie siebie jako Bożego st
*Kim jestem ? (chodzi o rozpoznanie siebie jako umiłowanego dziecka Boga ).
*Jaki jest cel mojego pobytu na ziemi, w konkretnej sytuacji mojego życia, jego uwarunkowań rodzinnych, religijnych, społecznych, zawodowych ? ( chodzi o ponowne odczytanie mojego osobistego powołania, jako Bożego daru i jego ponowną akceptację ).
*Czego szukam w życiu, czego pragnę, co jest dla mnie tak naprawdę ważne ? ( chodzi o rozpoznanie czy na co dzień nie mijam się z drogą , którą zaproponował mi Bóg, jako drogę do zaspokojenia moich aspiracji, tych najwyższej próby zmierzających do osiągnięcia szczęścia, przekroczenia doczesności, przezwyciężenia śmierci i lęku, jaki z nią związany, towarzyszy ludzkiemu życiu na z
iemi )...Pełen Ducha Świętego, powrócił Jezus znad Jordanu i przebywał w Duchu [Świętym] na pustyni czterdzieści dni, gdzie był kuszony przez diabła. Nic w owe dni nie jadł, a po ich upływie odczuł głód. Rzekł Mu wtedy diabeł: Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz temu kamieniowi, żeby się stał chlebem. Odpowiedział mu Jezus: Napisane jest: Nie samym chlebem żyje człowiek. Wówczas wyprowadził Go w górę, pokazał Mu w jednej chwili wszystkie królestwa świata i rzekł diabeł do Niego: Tobie dam potęgę i wspaniałość tego wszystkiego, bo mnie są poddane i mogę je odstąpić, komu chcę. Jeśli więc upadniesz i oddasz mi pokłon, wszystko będzie Twoje. Lecz Jezus mu odrzekł: Napisane jest: Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz. Zaprowadził Go też do Jerozolimy, postawił na narożniku świątyni i rzekł do Niego: Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się stąd w dół! Jest bowiem napisane: Aniołom swoim rozkaże o Tobie, żeby Cię strzegli, i na rękach nosić Cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień. Lecz Jezus mu odparł: Powiedziano: Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego. Gdy diabeł dokończył całego kuszenia, odstąpił od Niego aż do czasu. (Łk4,1-13)
Czytania liturgiczne Wielkiego Postu pokazują jak zawiązuje się i narasta konflikt między upadłym człowiekiem i miłującym go, mimo wszystko, Bogiem. Pokazują, że ten konflikt ma bardzo wyraziste podłoże, że jest nim bunt wobec Boga, że zatem ma w sobie coś diabelskiego, ze pobrzmiewa w nim dalekie echo szatańskiego
"non serviam ", nie będę służył. Nie będę służył Bogu, ale światu i jego potęgom. Nie będę słuchał Boga, lecz będę schlebiał możnym tego świata, folgował swoim namiętnościom i instynktom, kłaniał się mamonie, będę szukał przyjemności, sławy, znaczenia, władzy... wielkości, według miary ciasnego ludzkiego serca i ograniczonych wyobrażeń świata o tym co jest wielkością i co nią nie jest.Cała nienawiść szatana i ludzi, którymi się posłużył skoncentrowała się na Osobie Boskiego Zbawiciela. Szatan wiedział, że Jezus jest tym, który ograniczy możliwość jego wpływa na ludzi i definitywnie złamie jego potęgę, że otworzy przed każdym z nas możliwość nowego życia, że wreszcie to On jest wyczekiwanym przez pokolenia Mesjaszem i Zbawicielem człowieka, dlatego czując bliską swoja porażkę z wielką i beznadziejną nienawiścią atakuje poszczącego na pustyni Jezusa, bluźni Bogu, próbując kolejnymi
pokusami upokorzyć Jego Syna ( głód, władza i bogactwo, wreszcie próżność w manifestowaniu nadludzkich możliwości ).Właśnie na pustyni rozpoczyna się decydująca faza konfrontacji Boga z szatanem i zdemoralizowanym światem, konfrontacji zmierzającej do tego, by uwolnić człowieka z jego uwikłań w diabelski plan nieposłuszeństwa i buntu, który na celu miał definitywne unieszczęśliwienie człowieka. Zastanawiające jest jak dalece zaangażowane były w realizację diabelskich zamierzeń współczesne Jezusowi elity
Narodu Wybranego. Oto cała działalność Jezusa Nauczyciela naznaczona jest licznymi konfrontacjami z uczonymi w Piśmie, faryzeuszami, kapłanami Świątyni jerozolimskiej. Jezus wielokrotnie w sporze z nimi, demaskuje ich obłudę, prywatę, pychę, chciwość, niewierność, lekceważenie Bożych praw i zastępowanie ich ludzkimi tradycjami, wykorzystywanie dobrej wiary prostych ludzi dla pomnażania swoich bogactw i podnoszenia własnego prestiżu.Otoczony niewielkim gronem przyjaciół, apostołów, uczniów i pobożnych niewiast, uwielbiany przez lud i znienawidzony przez starszych ludu, Jezus przemierza swój szlak miedzy pustynią, gdzie pościł i Kalwarią, gdzie szatan miał odnieść pozorne zwycięstwo. W miarę jak ów szlak zbliżał się do swojego kresu, zacieśniał się wokół Jez
usa krąg nienawiści. Weryfikowały się ludzkie przyjaźnie, niektórzy odpadli, bo zbyt trudna była dla nich mowa Zbawiciela, Judasz zawiedziony, że Jezus nie prowadzi ludu do rozprawy z okupantem, owładnięty pychą i chciwością zaczyna planować zdradę.I wres
zcie Jerozolima, ostatnia Pascha, Ostatnia Wieczerza, ostatnie pouczenia, pierwsza Eucharystia. Później wypadki toczą się szybko. Aresztowanie w Ogrójcu poprzedzone modlitwą i trwogą, sąd arcykapłana, zaparcie się Piotra, Piłat, zniewagi i upokorzenia, biczowanie i straszna droga na Kalwarię. Czas jakby znowu zwolnił bieg. Przy drodze krzyżowej łzy nielicznych, szyderstwo wielu, ból Matki, odwaga Weroniki, bolesne upadki pod ciężarem krzyża. Kiedyż ta droga dobiegnie kresu ?Już szczyt, jeszcze poniżające odarcie z szat, obnażenie, mniej bolały gwoździe przebijające dłonie niż ten palący wstyd. Szyderstwo żołdaków i jednego ze współwiszących... I ostatnie słowa : " Ojcze, odpuść im..... " i "wykonało się... ".
Gdy od lat, rok rocznie, odczytujemy Ewangelię Męki Pańskiej, zwłaszcza w Wielki Piątek i w Niedzielę Palmową, zapewne oburza nas przewrotność sędziów i oprawców Jezusa, zapewne odrazą napawa czyn Judasza, z niesmakiem wspominamy niestałość i lękliwość Piotra, gorszą nas drwiny stłoczonego na jerozolim
skiej via crucis motłochu, zapewne też współczujemy Maryi Matce, podziwiamy bezkompromisową odwagę Weroniki, być może w naszych oczach zakręcą się łzy współczucia dla samego Zbawiciela. Wszystko to piękne uczucia i wzniosłe myśli. Lecz nie o sentymenty tu chodzi.Spróbujmy się skupić raz jeden, w czasie nabożeństwa Drogi Krzyżowej, nie tylko na Chrystusie, zechciejmy uważniej przyjrzeć się osobom tego dramatu i drogi krzyżowej i wydarzeń bezpośrednio ją poprzedzających. Spróbujmy, wspominając fakty naszego życia, wejść, tacy jacy naprawdę jesteśmy, w sam środek Ewangelii Męki Jezusa.
Kogo odnajdziemy w sobie ? Weronikę , Szymona z Cyreny, Józefa z Arymatei... może i tak, po trosze każdego z nich.... Jednakże, przypomną się może jakieś korzyści za donos, za zdradę, może lęk przed rozmową z kolegą, którego przełożony skarcił i ostrzegł ( jestem inny, ja go nawet nie znam, ja jestem lepszy ), może przypomną się fakty z dawnej dziecięcej przygody, jak to za zbitą przeze mnie szybę zapłacił ojciec kolegi, a potem
zbił kolegę, do dziś się nie przyznałem... A pewnie i kiedyś starałem się być lepszy od innych na tle innych, a może lepszy od innych kosztem innych. A czasem wyśmiałem kogoś, że cierpiał za cudze winy, za moje winy... a może sam ... ile jeszcze tych "może" może się przypomnieć...I nagle dojrzę w sobie zalęknionego Piotra, pysznego faryzeusza, zdradziecko sprytnego Judasza i może okaże się , że nie jestem taki wspaniały... a może jestem Barabaszem, ocaliłem swoją skórę kosztem niewinnego...
To wejście w środek Ewangelii Męki, jest niezbędne dla udzielania sobie prawdziwych, szczerych odpowiedzi na sformułowane wyżej cztery ważne pytania, dla poznania prawdy o nas samych. Rozpoznanie w sobie jakichś rysów Judasza, faryzeusza, zalęknionego Piotra, czy pysznego kapłana Świątyni, a choćby nawet bezmyślnego czy żądnego sensacji gapia, budzi w nas zawstydzenie, słuszny wyrzut sumienia, że nie dość było w nas determinacji w konsekwentnym trwaniu przy Chrystusie. Mamy poczucie, że utraciliśmy niecodzienną okazje by nasze człowiczeństwo dźwignąc wyżej, ku Bogu, że także zmarnowaliśmy szansę bycia bliższymi ludziom, w ich lęku, cierpieniu, smutku, samotności, mamy poczucie, że stało się tak skutkiem naszego nadmiernego koncentrowania się na sobie. To poczucie duchowego i psychicznego dyskomfortu prowadzi nas jednak nie ku rozpaczy, ale ku nadziei.
Nadzieja dla każdego z nas rodzi się w momencie pierwszej kanonizacji, człowika, który jako pierwszy adorował Krzyż Chrystusa w poczuciu swojej grzeszności i zarazem z nadzieją skorzystania z Bozego Miłosierdzia. Przedziwny dialog Miłości ze skruszona grzesznością człowieka: "Jezu wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego Ojca... i odpowiedź Jeszcze dziś będziesz ze mną w raju ... " A zatem jest nadzieja i dla mnie i dla ciebie ! Także ja mogę zostać kimś podobnym jak Dobry Łotr, potrzebuje jednak determinacji w odwracaniu się od grzechu, od wszelkiego zła majacego swe źródło w pysze i egoizmie, które czynią nas podatnymi na przyjęcie szatańskiego podstępnego kłamstwa... " będziecie jako Bóg...".
Ten wysiłek odwracania się od zła, pragnienia dobra, przyjmowania go i dawania innym, to właśnie metanoia, nawrócenie, to to niezbędne przewartościowanie życia, otwierające nas na pełnię zbawienia,której nie ma poza Chrystusem i Jego Ewangelią, od dwóch tysiącleci głoszoną w Kościele. Patrząc z wysokości Kalwarii na pusty Grób Pański, przekonuje sie, że mogę być już nie tylko Dobrym Łotrem, lecz także przyjacielem Jezusa, idącym krok w krok za Boskim Mistrzem głosicielem jedynej Prawdy jaką jest Bóg zbawiający człowieka, głosicielem przez słowo, a nade wszystko przez świadectwo życia...
Dlatego Wielki Post nie może być przez nas przeżyty jedynie na pozimie zewnętrznych praktyk, obrzędów, gestów do których przywykliśmy i nawet już nie zastanawiamy się nad ich głęboką treścią. To byłoby tylko rozdzieraniem szat... Tymczasem mamy rozdzierać nasze serca, uwalniać je od przywiązania do grzechu, od zapatrzenia w siebie, od wszelkich małostek prowadzących do zdrady Boga i człowieka.